środa, 19 września 2018

Apelują do Premiera o „bezpieczeństwo białkowe”

2018-02-23 14:30:00 (ost. akt: 2018-02-22 20:50:23)
Pierwsze firmy, które rozpoczęły skup nasion roślin strączkowych zamiast sprzedać firmom paszowym w kraju eksportowały je do Danii i Niemiec — mówi Rafał Banasiak

Pierwsze firmy, które rozpoczęły skup nasion roślin strączkowych zamiast sprzedać firmom paszowym w kraju eksportowały je do Danii i Niemiec — mówi Rafał Banasiak

Autor zdjęcia: Andrzej Grabowski

Podziel się:

Nawet 50 proc. białka roślinnego może być produkowane w Polsce. Podniesie to bezpieczeństwo żywnościowe kraju. Tak twierdzą członkowie klastra Agroport. 25 stycznia wysłali w tej sprawie apel do premiera.

Trwa batalia o większe „bezpieczeństwo białkowe” kraju. 25 stycznia przedstawiciele klastra Stowarzyszenie Inicjatyw Rolno-Gospodarczych Agroport, wysłali do premiera Mateusza Morawieckiego apel dotyczący patriotyzmu gospodarczego w produkcji żywności. Pod apelem podpisali się naukowcy z Poznania i Puław.

Uniezależnić do importu


Jego autorzy: prof. dr hab. Wojciech Święcicki i dr Wojciech Mikulski z Polskiej Akademii Nauk w Poznaniu; prof. dr hab. Jerzy Szukała, prof. dr hab. Andrzej Rutkowski i prof. Michał Jerzak z Uniwersytetu Przyrodniczego w Poznaniu oraz prof. dr hab. Jerzy Księżak z Instytutu Uprawy Nawożenia i
Gleboznawstwa w Puławach są zaniepokojeni o „bezpieczeństwo białkowe” kraju i w swoim apelu piszą: „Pozwalamy sobie zwrócić uwagę na zagadnienie bezpieczeństwa żywnościowego, a w szczególności bezpieczeństwa białkowego kraju. Dla produkcji mięsa drobiowego i wieprzowego importujemy każdego roku ponad 2 mln ton śruty sojowej (wysokobiałkowy składnik pasz) o wartości około 4 mld zł.

Głównymi producentami i eksporterami tego surowca są Argentyna, Brazylia i USA, a z kolei Chiny importują około 60 proc. światowej produkcji. Fakty te jednoznacznie wskazują na konieczność uniezależnienia krajowej produkcji zwierzęcej od importu dzięki wykorzystaniu krajowych źródeł białka roślinnego”.

Naukowcy podkreślają, że na podstawie posiadanych zasobów roślinnych czyli nasion roślin strączkowych, śruty rzepakowej, wywarów zbożowych, możliwe jest zmniejszenie importu do 50 proc. Zwiększyło by to bezpieczeństwo żywnościowe kraju, a około 1-2 mld zł pozostałoby w rękach polskiego sektora rolnego. Dodatkowym czynnikiem stymulującym to rozwiązanie jest niechęć części konsumentów do żywności modyfikowanej genetycznie (GMO). Importowana śruta sojowa pochodzi z odmian GMO, a źródła krajowego białka nie są modyfikowane.



— Wprowadzenie w życie Ustawy Paszowej zakazującej stosowania surowców GMO w żywieniu jest od kilku lat przesuwane w czasie (okresowe moratoria obecnie do końca 2018 roku — przy. red). Brakuje jednoznacznej decyzji rządu lub sejmu — jasno stawia sprawę Rafał Banasiak, prezes Stowarzyszenia Inicjatyw Rolno-Gospodarczych Agroport. — Chociaż wiadomo, że niemożliwe jest całkowite wyeliminowanie śruty sojowej w żywieniu pewnych grup zwierząt, to ograniczenie do 50 proc. jest realne.

Na jednej tonie roślin strączkowych 50-60 zł


Dopłaty do powierzchni uprawy roślin strączkowych były głównym czynnikiem zachęcającym rolnika, jednak znaczną ich część przeorywano na zielony nawóz. Od 2017 roku warunkiem otrzymania dopłaty jest zbiór nasion. Ponieważ w przepisie nie określono wysokości zbieranego plonu, ten nowy warunek nie ma istotnego wpływu na podaż surowca. Nie mniej od pewnego czasu notujemy spory wzrost produkcji nasion roślin wysokobiałkowych.

— Dotychczasowe niewykorzystanie optymistycznych tendencji należy łączyć z brakiem zorganizowanego rynku zbytu — mówi Rafał Banasiak. — Pierwsze firmy, które rozpoczęły skup nasion roślin strączkowych zamiast sprzedać firmom paszowym w kraju eksportowały je do Danii i Niemiec, a wyprodukowana tam pasza często wracała do polskich ferm. Tym sposobem dotychczasowe wydatki na dopłaty do uprawy rodzimych roślin białkowych i programy wieloletnie (ok. 420 mln euro) przyczyniły się wprawdzie do poprawy żyzności gleb, ale przede wszystkim do zysku eksporterów nasion i zagranicznych wytwórni pasz. Bez odpowiednich rozwiązań w kraju ten typ handlu będzie się nadal rozwijać, gdyż eksporter nasion na jednej tonie pszenicy zarabia około 10-15 zł, a na jednej tonie roślin strączkowych 50-60 zł.

Mogłaby pokryć 40 proc. produkcji


Obecnie w Polsce zapotrzebowanie na paszowe białko roślinne w ok. 20 proc. pokrywane jest z rodzimych źródeł. Zakładając, że cała krajowa produkcja białka zostałaby zagospodarowana w Polsce to pokryje ona ogółem 40 proc. potrzeb. W świetle dzisiejszego stanu wiedzy ta ilość białka mogłaby zostać wykorzystana na produkcję pasz dla drobiu i trzody, co w konsekwencji umożliwiłoby zmniejszenie importu białka o 40 proc. Jednak eksport poekstrakcyjnej śruty rzepakowej (0,7 mln ton/rocznie) i nasion roślin strączkowych (70-100 tys. ton/rocznie) zmniejsza dyspozycyjną ilość rodzimego białka o 12 proc.

Autorzy apelu sądzą również, że popyt na krajowe surowce białkowe winien być kreowany przez wytwórnie pasz.
— Firmy te na spotkaniu w Poznaniu wiosną 2017 roku zadeklarowały większe wykorzystanie krajowych surowców białkowych pod warunkiem, że będą to duże, jakościowo jednorodne partie. Takie partie surowca białkowego można uzyskać z poekstrakcyjnej śruty rzepakowej, natomiast produkcja nasion roślin strączkowych, z uwagi na specyfikę polskiego rolnictwa jest rozdrobniona, a średnia plantacja wynosi kilka hektarów — wyjaśnia Rafał Banasiak.

W celu zwiększenia podaży krajowych nasion roślin strączkowych z rozdrobnionej powierzchniowo i rozproszonej przestrzennie produkcji oraz spełniania oczekiwań wytwórni, co do wielkości partii, autorzy apelu zaproponowali:
— Zorganizowanie Narodowego Celu Wskaźnikowego (NCW), który określałby ile rocznie krajowych surowców białkowych każda wytwórnia pasz winna wykorzystać do produkcji, by w kraju osiągnąć samowystarczalność białka roślinnego na poziomie 50 proc. Pozwoliłoby to ograniczyć eksport poekstrakcyjnej śruty rzepakowej i zwiększyć podaż nasion roślin strączkowych. Wyliczenia wskazują, że wielkość NCW należy obliczać dla każdego roku osobno według ustalonego algorytmu np. dla 2018 roku określono go na poziomie 10 proc.

— Dopłata do uprawy roślin strączkowych winna być uzależniona od: zasiewu pól nasionami certyfi-kowanymi, gdyż są one pokryte odpowiednim fungicydem i aktywnymi szczepami bakterii brodawko-wych, co zapewnia przyrost plonu oraz wielkości zaoferowanej przez rolników nasion roślin strączko-wych na rynku, co skutkowałoby wzrostem produkcji towarowej.

Tomasz Miroński
t.mironski@gazetaolsztynska.pl


Artykuł ukazał się w miesięczniku "Rolnicze ABC" nr 2 (329) luty 2018


Polub nas na Facebooku:

Komentarze (0) pokaż wszystkie komentarze w serwisie

Dodaj komentarz Odśwież

Dodawaj komentarze jako zarejestrowany użytkownik - zaloguj się lub wejdź przez FB