Niedziela, 1 marca 2026

Polska żywność potrzebuje marki

2026-03-01 12:00:00 (ost. akt: 2026-03-01 18:06:47)

Autor zdjęcia: materiał archiwalny

Podziel się:

Mercosur, skandal z wołowiną i pytanie, czy polska żywność przestanie być anonimowa, to główne tematy ostatniego posiedzenia Rady Rolnictwa i Obszarów Wiejskich przy Prezydencie RP. W rozmowie z nami relacjonuje ją Piotr Lisiecki — przedsiębiorca i członek Rady, a także lider Konfederacji i Ruchu Narodowego w regionie.

— Panie Piotrze, we wtorek wrócił Pan z Belwederu. Które to już było posiedzenie Rady?
— Piąte. Przewodniczący Jan Krzysztof Ardanowski narzucił pracowite tempo — spotykamy się niemal co tydzień. Tematów nie brakuje.

— O czym rozmawialiście tym razem?
— Tematem była produkcja żywności wysokiej jakości. To właśnie taka produkcja jest szansą polskiego rolnictwa na rynku wewnętrznym i w eksporcie. Byli obecni przedstawiciele Inspekcji Jakości Handlowej Artykułów Rolno-Spożywczych oraz samorządu drobiarskiego, m.in. Dariusz Goszczyński z Krajowej Rady Drobiarskiej. Dużo rozmawialiśmy o jakości polskich produktów, zwłaszcza mięsa, w zderzeniu z konkurencją, szczególnie z krajów Mercosuru.

— I tu robi się nerwowo...
— Tak, to prawda. Tym bardziej że wybuchł głośny, komentowany we wszystkich mediach skandal. Na europejskim rynku pojawiła się wołowina z Ameryki Południowej, w której wykryto hormony wzrostu podawane zwierzętom w czasie odchowu. To test dla standardów i ich kontroli.

— A polska przewaga? Jak ją uzyskać?
— Jakość mamy, brakuje jednak rozpoznawalnej marki. Francuzi i Włosi budują ją skutecznie od wieków. To głównie identyfikacja z miejscem wytworzenia produktu lub wyjątkowym sposobem jego przetwarzania. My poza wyjątkami: oscypek, polska wódka, żubrówka wciąż jesteśmy anonimowi. Ludzie mają kojarzyć, co to jest kiełbasa krakowska, polska gęś owsiana, jaja od zielononóżki czy andruty kaliskie. Rozmawialiśmy o tym, jak to osiągnąć.

— Warmia i Mazury mają tu swoją szansę?
— Mamy dwa mocne sektory. To mleczarstwo — razem z Podlasiem jesteśmy mleczną potęgą — oraz drobiarstwo, zwłaszcza indyk. Nieprzypadkowo w Olsztynie powstał Indykpol. Od pięciu dekad jesteśmy indyczym zagłębiem Polski.

— Pojawił się też wątek kontroli w terenie.
— Poprosiłem inspekcję o edukację patriotyczną inspektorów, by zagranicznych kontrolować co najmniej równie surowo jak krajowych. Docierają sygnały, że bywa odwrotnie.

— Może jakiś przykład?
— W jednej z zagranicznych, bardzo dużych sieci handlowych, która operuje na naszym rynku i ma sklepy prawie na każdym rogu każdej dzielnicy, pomylono etykiety. Wołowina hiszpańska została oznaczona jako polska. Kara: 20 tysięcy złotych. Dla giganta to żart, a tłumaczenie, że pracownica się pomyliła, nie może zamykać sprawy.

— Rada przy Prezydencie to konkurencja dla resortu rolnictwa?
— Nie. To ciało doradcze, które ma wspierać inicjatywę ustawodawczą prezydenta RP. W trakcie prac powstał już projekt ustawy o ochronie dziedzictwa rolniczego polskiej wsi — to robocza nazwa — który jest weryfikowany pod kątem zgodności z innymi przepisami.

— Co ma uregulować?
— Narastające konflikty. Nowi mieszkańcy wsi skarżą się na hałas maszyn, zapach obornika, szczekającego psa czy piejącego koguta. Są sprawy sądowe. Był przypadek z województwa łódzkiego, gdzie ktoś sprowadził się obok istniejącej chlewni, a mimo to uzyskał odszkodowanie.

— Czyli nie dajmy się zwariować?
— Właśnie. We Francji uchwalono podobne przepisy. Tam mówi się o ustawie kogutowej, że kogut może na wsi piać bez skarg. Te dwa wątki: jakość i ochrona codzienności wsi muszą iść razem. Jeśli chcemy budować markę polskiej żywności i bronić jej przed nieuczciwą konkurencją, musimy też chronić warunki, w których ona powstaje.

Jan Berdycki







Polub nas na Facebooku:

Komentarze (0) pokaż wszystkie komentarze w serwisie

Dodaj komentarz Odśwież

Dodawaj komentarze jako zarejestrowany użytkownik - zaloguj się lub wejdź przez FB