Dominik Kamiński zarządza gospodarstwem rolnym w miejscowości Szyldak w powiecie ostródzkim. Całkowity areał gospodarstwa to ok. 1000 ha, z czego 820 ha to grunty orne. W strukturze zasiewów dominują oziminy, w tym zboża: pszenica ozima ok. 200 ha i pszenżyto — 264 ha. Ponad 200 ha zajmuje rzepak. Wiosną na 45 ha będzie wsiany groch.
Stawiamy na oziminy
Gospodarstwo preferuje siew ozimin, bo wychodzą na tym terenie dużo lepiej, niż uprawy jare. Mimo znacznego udziały ozimin zarządca stara się tak układać płodozmian żeby np. rzepaki pojawiały się na tym samym polu co 4 lata, czasem zdarzy się, że są to 3 lata.
Patrząc na mapy glebowe widzimy, że gospodarstwo ma do dyspozycji dość dobre gleby III i IV klasy, z przewagą gleb klasy IVa i IVb. Ale jednak po dokładniejszej analizie okazuje się, że gleby są mozaikowate, a na niektórych polach na początku pola mamy piach, a na końcu glinę. Oczywiście są także pola plonotwórcze, gdzie 8-9 ton pszenicy z hektara to norma.///
Zarządca bardzo dba o odczyn gleb, najpierw było to wieloletnie wapnowanie żeby uzyskać pożądany odczyn gleb, dziś na znacznej części pól jest to wapnowanie w celu utrzymania odczynu. Warto wspomnieć, że gospodarstwo ma ustalony plan wapnowania i co roku wapnują areał ok. 200 ha, dając zwykle 3 ton wapna na hektar. W tej chwili dla utrzymania odczynu jest to głównie wapno węglanowe.
Dominik Kamiński wyznaje, że kilka lat temu zdecydowali się przejść na uprawę bezpłużną. Głównie dlatego, że takie rozwiązanie gwarantowało szybszą pracę, dzięki temu byli w stanie siać więcej ozimin, dość sprawnie i szybko, nie potrzebując dodatkowych rąk do pracy.
– Decydując się na uprawę bezpłużną nie zakładaliśmy, że będzie łatwo, szybko, przyjemnie i oszczędnie, wiele było rozmów i analiz przed podjęciem decyzji, doszliśmy do wniosku, że taka uprawa umożliwi siew większej ilości ozimin, a na tym najbardziej nam zależało. Choć przyznam, że jestem zwolennikiem tradycyjnej uprawy orkowej i całkowicie nie zrezygnuję zorki. Co 4-5 lat na każdym polu wykonywana jest orka, która porządkuje to co trzeba – wyjaśnia zarządca gospodarstwa.
Na polach trzeba bywać regularnie
W odwiedzanym gospodarstwie stała współpraca z doradcą agronomicznym i regularny monitoring pól to podstawa. Wiele decyzji podejmowanych jest po lustracji pól i szczegółowe zalecenia zabiegów ustalane są pod bieżące potrzeby roślin.
– Nie wykonujemy nawożenia, czy też zabiegów środkami ochrony roślin na zapas lub na wszelki wypadek. Niestety produkcja roślinna jest dość drogą „zabawą”.
Niepewność ostatnich lat, co do możliwości zbytu wyprodukowanych przez nas płodów w zadowalających cenach skutecznie podcięła nam skrzydła i zmusiła do szukania oszczędności, gdzie tylko można. Nawożenie mineralne zawsze wykonujemy w oparciu o mapy glebowe pokazujące zasobności gleb i rzeczywiście zmniejszamy ilość fosforu, czy potasu jeżeli jest w glebie.///
Dziś każdy zaoszczędzony kilogram nawozu ma znaczenie, a jak przemnożymy go przez ilość hektarów kwoty robią wrażenie – wyjaśnia rolnik.
Potas w zbożach uzupełniają wiosną solą potasową zwykle w jednej dawce. Na rzepak preferują Korn Kali o idealnej dla rzepaku kombinacji potasu, magnezu i siarki, dzięki której rośliny efektywniej wykorzystają azot. Azot na zboża oczywiście w dwóch dawkach, pierwsza ok. 250 kg/ha saletry amonowej i druga mocznik.
– Między dawkami azotu nie chcę robić dłuższej przerwy, niż 2 tygodnie. Myślę, że tak będzie lepiej, bo jak przerwa jest dłuższa i pogoda nie sprzyja, bo w ostatnich latach najczęściej brakuje wilgoci to azot z drugiej dawki nie rozpuszcza się tylko leży bardzo długo na polu – przestrzega rozmówca.
Oziminy bardzo dobrze przezimowały
Gospodarstwo w Szyldaku stawia na dobrą jesienną ochronę ozimin, bo jest skuteczniejsza, tańsza, właściwie zawsze możliwa do wykonania i bezpieczniejsza dla roślin.
– Planując jesienną ochronę staramy się tak dobrać substancje czynne żeby uzyskać jak najwyższą skuteczność. Każdy rok jest inny i czasem wiosenne korekty na wybranych polach zdarzają się. Bałbym się całkowicie postawić na wiosenną ochronę, bo wiosna nie zawsze pozwala wjechać w pole wtedy, kiedy byśmy tego chcieli. Poza tym każdy zabieg przytrzyma trochę rośliny, a wiosną powinny bez przeszkód rosnąć – mówi Dominik Kamiński.
Oziminy bardzo dobrze przezimowały zboża są dobrze rozkrzewione, a rzepaki zbudowały imponujący system korzeniowy. Wiosna powili odkrywa karty, robi się coraz cieplej, jest wilgoć w zbożach zaczynają pojawiać się pierwsze chwasty. ///
Zarządca lustruje pola i ma nadzieję, że zboża szybko ruszą przykrywając ziemię, wówczas nie byłoby problemu z wtórnym zachwaszczeniem. Rozmówca podkreśla, że coraz większy problem mają z bodziszkiem drobnym, wchodzącym od brzegu pól coraz głębiej w łan. Jest to gatunek jednoroczny jary, zdolny do przezimowania, pojedyncza roślina produkuje średnio ok. 100 nasion. Bodziszek wschodzi przeważnie wczesną wiosną w marcu i kwietniu i preferuje stanowiska wilgotne, próchnicze bogate w wapń i azot.
Uważnie monitorujemy szkodniki zagrażające rzepakowi
Po wykopaniu rzepaku na korzeniu widać, że śmietka kapuściana była rozciągnięta w czasie, bo zdarzają się korytarze pośmietkowe. Śmietka jest coraz większym jesiennym problemem na plantacjach rzepaku, ponieważ jej larwy uszkadzają korzenie, a uszkodzone rośliny słabiej zimują. Przy mroźnych zimach plantacje porażone śmietką wypadają jako pierwsze. A znaczne zniszczenie korzeni rzepaku przez śmietkę to automatycznie znaczne ubytki w obsadzie roślin i niższe plony.
Śmietki z roku na rok jest coraz więcej, jej rozwojowi sprzyjają uproszczenia agrotechniczne, a także długa i ciepła jesień. Można próbować walczyć ze śmietką metodami
agrotechnicznymi np. poprzez unikanie uprawy w monokulturze.
Przy zagrożeniu śmietką zaleca się także nieco wcześniejszy siew i zwiększenie normy wysiewu.
Eksperci podpowiadają, że śmietkę kapuścianą, warto monitorować w czerwcu, bo jej duże ilości na polach w tym okresie zwiastują, że śmietka może nieźle narozrabiać jesienią.///
Rolnik wiedząc o tym wcześniej będzie mógł przygotować odpowiednią ochronę. – Teraz monitorujemy pojawianie się chowaczy, czekamy na brukwiaczka czterozębnego, żółte naczynia rozstawione na polach z rzepakiem. Podobno pierwsze osobniki pojawiły się na Warmii i Mazurach już w trzeciej dekadzie lutego, bo było dość ciepło, ale później znów zrobiło się zimno i już ich nie było, bo wylot chowaczy zależy od temperatury. Możemy się ich spodziewać przy temperaturze gleby 57 st. C i temperaturze powietrza w granicach 8-10 st. C utrzymującej się przez kilka dni. Z doświadczenia wiem, że żółte naczynia to nie wszystko trzeba zaglądać na pole i sprawdzać rośliny. Zaglądać w rozety, sprawdzać ogonki liściowe i stożki wzrostu, bo okazuje się, że tam często siedzą sobie chrząszcze – podsumowuje Dominik Kamiński, zarządca gospodarstwa w Szyldaku.
Dr inż. Monika Kopaczel-Radziulewicz
Komentarze (0) pokaż wszystkie komentarze w serwisie
Dodaj komentarz Odśwież
Dodawaj komentarze jako zarejestrowany użytkownik - zaloguj się lub wejdź przez