środa, 8 grudnia 2021

Czy iławskie indyki uratują świąteczny brytyjski stół?

2021-10-18 12:00:00 (ost. akt: 2021-10-18 15:14:08)
Beata Mazurkiewicz-Ignaczak, prezes Stowarzyszenia Rolników Indywidualnych Warmii i Mazur

Beata Mazurkiewicz-Ignaczak, prezes Stowarzyszenia Rolników Indywidualnych Warmii i Mazur

Autor zdjęcia: archiwum prywatne

Podziel się:

Liczba indyków hodowanych na Wyspach Brytyjskich spadła o 20 procent. Skąd wziąć mięso? Z Polski! Rozmowy w tej sprawie prowadzi Ministerstwo Rolnictwa. Rolnicy – nie tylko z powiatu iławskiego – nie wierzą jednak w powodzenie tej misji i masowo rezygnują z hodowli indyków.

Na brytyjskich farmach z powodu brexitu brakuje rąk do pracy, więc liczba hodowanych tam indyków spadła o milion sztuk, czyli o 20 procent. A tymczasem Brytyjczycy nie wyobrażają sobie Bożego Narodzenia bez dania z pieczonego indyka. Skąd więc wziąć to mięso? Z Polski i Francji. Te deklaracje Richarda Griffithsa, dyrektora generalnego British Poultry Council, cytuje brytyjski dziennik Financial Times.

– Gdybyż to było takie proste – komentuje dla Gazety Iławskiej Beata Mazurkiewicz-Ignaczak, prezes Stowarzyszenia Rolników Indywidualnych Warmii i Mazur, która od 10 lat hoduje indyki w Nowym Mieście Lubawskim. Temat jest bardzo złożony. – Jako hodowca nie ingeruję w to, co ubojnia, do której sprzedam mięso, z nim potem zrobi i gdzie je sprzeda.


"W tej chwili nic nie zarabiamy"


Prezeska dodaje, że zaledwie od dwóch tygodni Polska jest krajem wolnym od ptasiej grypy. – Mamy bieżący kontakt z Krajową Radą Drobiarstwa, która faktycznie próbuje negocjować z Wielką Brytanią. Brytyjczycy są skłonni przystać na kupno naszego mięsa, ale za podjęciem tej decyzji stoi szereg czynników, na które hodowca w ogóle nie ma wpływu – relacjonuje B. Mazurkiewicz-Ignaczak. – Jedyną siłę sprawczą ma Ministerstwo Rolnictwa i Rozwoju Wsi – podkreśla – pytanie więc, w jaki sposób tam podejdą do tego tematu. Zakładając nawet, że ministerstwo jest przychylne, zadajemy sobie pytanie, jak to wpłynie na cenę żywca indyczego u nas, u producentów. W tej chwili dokładam po 100-150 tysięcy zł, by zbilansować cykl produkcyjny. Nikt nie jest w stanie tego powiedzieć, czy sprzedaż mięsa do Wielkiej Brytanii wpłynęłaby na to, że zarobimy więcej, bo w tej chwili nic nie zarabiamy – dodaje prezeska. – Proste jest natomiast to, że jeśli mamy nadwyżkę wyprodukowanego mięsa, a Anglia go potrzebuje, to wystarczyłyby zasady wolnego rynku – komentuje. – Kluczowe byłoby, żeby wszyscy mogli zarobić, również rolnicy. A wygląda to tak, że sprzedaję w poniedziałek, a w czwartek się dowiaduję, za ile.


Hodowla indyka się nie opłaca


Właściciele niektórych ferm, z którymi się kontaktowaliśmy, już nie hodują indyków. Ten komfort w obecnej sytuacji, gdy hodowla jest nieopłacalna, mają jednak tylko ci, którzy nie są obciążeni różnego rodzaju zobowiązaniami, w tym kredytami.

– Na dziś sytuacja jest trudna, jeśli chodzi o produkcję drobiu. Jednak rynek jest tak nieprzewidywalny, że nie wiem, czy rynek zbytu w Wielkiej Brytanii w ogóle by nam pomógł – mówi hodowca indyków w Woli Kamieńskiej i Szałkowie (gmina Iława), Daniel Maguda. – Zarabiają spekulanci, pośrednicy, sklepy. A producent - nie. Wręcz odwrotnie, bo my dokładamy do hodowli – dodaje.

Produkcja indyka jest nieopłacalna, bo wstawia się je na znacznie dłuższy czas, niż na przykład kurczęta. – Wszyscy hodowcy redukują wstawienia – mówi Wiesław Kozicki z Kałdun w gminie Iława, wieloletni producent żywca indyczego. – Cena jest tak nieopłacalna, że nie pokrywa się nawet kosztów produkcji. Wstawienia wrześniowe spadły o 40-50 procent – dodaje. Mięso na rynku jeszcze jest dostępne, bo ubojnie utrzymują niskie ceny. – Ale już niedługo, bo ludzi nie stać na wstawienia – mówi producent. – Za kilogram indyczki w skupie dostajemy 4,80 zł, a koszt wstawienia to 5,50 zł. Ile można dokładać? – zastanawia się głośno pan Wiesław. Mówi, że tylko w maju i czerwcu produkcja była opłacalna. – Jeśli ruszy zbyt na Wielką Brytanię, czy gdzie indziej, to u nas cena też powinna wzrosnąć – ma nadzieję nasz rozmówca. Bez eksportu na rynku lokalnym mamy bowiem nadprodukcję mięsa. Ale też rolnicy nie liczą, że wyeksportujemy miliony sztuk mięsa indyczego. – Indyków nie będzie. We wrześniu w całej Polsce wstawiliśmy około 2,5 miliona sztuk – mówi hodowca z Kałdun. I to mięso będzie gotowe na święta Bożego Narodzenia. Co potem – trudno dziś wyrokować.


Edyta Kocyła-Pawłowska
e.kocyla@gazetaolsztynska.pl
fot. archiwum prywatne


Polub nas na Facebooku:

Komentarze (0) pokaż wszystkie komentarze w serwisie

Dodaj komentarz Odśwież

Dodawaj komentarze jako zarejestrowany użytkownik - zaloguj się lub wejdź przez FB