Poniedziałek, 25 września 2017

Czarowanie z wody po kopytkach

2017-09-01 12:00:00 (ost. akt: 2017-09-01 16:38:47)

Podziel się:

Autor zdjęcia: archiwum

Zdrowa żywność///Gdy 20 lat temu pani Marzena Piekarska dotarła do swojego nowego domu w Rogitach pod Braniewem nie była zachwycona. Dużo rzeczy trzeba było wyremontować i naprawić. Dziś ten stojący 15 kilometrów od granicy rosyjskiej dom jest oazą zdrowej żywności.

— Niełatwo do pani trafić. Najpierw trzeba przejechać przez wieś, później koło lasu minąć zielony domek i krzyż. Tam skręcić na piaszczystą drogą, przy stodole w lewo i za kilometr jadąc leśną drogą docieramy na miejsce. Co pani pomyślała, kiedy trafiła tu po raz pierwszy?
— Mąż pochodzi z Działdowa, ja z podolsztyńskich Gryźlin. Przyjechaliśmy do Rogit ok. 20 lat temu, bo mąż dostał pracę. Gdy pierwszy raz tu przyjechałam nie byłam zachwycona. Żałowałam, że przeczytałam „Noce i Dnie”, bo wszystko tutaj kojarzyło mi się z Serbinowem. Wiele rzeczy było rozwalonych i wymagało naprawy. Z czasem poznałam sąsiadów. Wszyscy okazali się bardzo serdeczni. Bezinteresownie nam pomogli. Z wiekiem nabraliśmy doświadczenia życiowego. Choć początkowo nie było łatwo, spotkało nas tu wiele dobrego. Wszystko się ułożyło, bo bardzo się wspieramy.

— Choć mieszkacie na „końcu świata”, to jest pani laureatką prestiżowych konkursów kulinarnych.
— Pierwszy raz wzięłam udział w konkursie w 2014 roku. Zadzwoniła do mnie znajoma mojej mamy, pani Danuta Broch. To ona zaproponowała mi udział w konkursie „Smaki Warmii, Mazur oraz Powiśla na stołach Europy”. Widząc moje niezdecydowanie, powiedziała, że mam wystartować i koniec. Spróbowałam i dziś chcę jej za to podziękować. To dzięki niej jestem tu, gdzie jestem. To ona dodała mi odwagi. Dzięki niej zaistniałam, poznałam wspaniałych ludzi, nabrałam doświadczenia i się rozwinęłam.

— Na swój pierwszy konkurs przygotowała pani pierogi
— Tak, bo w moim domu zawsze królowały pierogi. Wybrałam jednak nie te tradycyjne, a takie które wymyśliłam sama. To pierogi z maślakami i sosem chrzanowym na bazie grzybów. Wszystkie składniki są naturalne. Pomysł skonsultowałam z mężem i synem. To oni zawsze są moimi pierwszym recenzentami i najlepszymi doradcami. W 2015 roku chciałam przygotować na konkurs kotleciki ziemniaczane, ale mąż nie zgodził się. Drugim pomysłem były pierogi z płucek wieprzowych, jednak nie były tak smaczne jakbyśmy tego chcieli. Stwierdziliśmy, że czegoś im brakuje. Dopiero, gdy mężowi udało się zdobyć płucka dzika, wszyscy byli zachwyceni. Nawet syn przyznał, że są pyszne, choć gdyby wiedział co to, nie zjadłby ich.

— Konkursy kulinarne wywróciły pani życie do góry nogami i były inspiracją do dalszego rozwoju...
— Spotykam na swojej drodze wielu ludzi z pasją, którzy mnie inspirują do nowych wyzwań. Zawsze, gdy jadę na konkurs jestem oczarowana. Okazuje się, że pasjonatów takich jak ja jest więcej. Zawsze witamy się serdecznie, wymieniamy doświadczeniem. Jesteśmy małą rodziną. Oczywiście podczas samego konkursu jest między nami rywalizacja, ale mimo to bardzo się wspieramy. Dzięki temu chcę iść dalej. Teraz myślę o tym, aby mieć kozy i robić ser. W tym roku wystartuję też na Targach Rolnika w Olsztynie. Będę tam wystawiać swoje produkty m.in. pasztet, pierogi, zapasteryzowany barszcz, soki, dżemy, chleb.

— Konkursy mają to do siebie, że nie zawsze się wygrywa. Raz jest się na wozie, innym razem pod.
— W 2015 roku przygotowałam gołąbki ziemniaczane. Niestety nie dopracowałam przepisu. W domu wyszły smaczne, a na konkursie już nie. Jednak ta porażka nie zniechęciła mnie. Z konkursów zawsze wychodzę wygrana. Nawet, gdy przegrywam, zdobywam cenne doświadczenie, które owocuje w przyszłości. Dodatkowo poznaję wspaniałych ludzi, którzy rozumieją i podzielają moją pasję.

— A skąd ta pasja się wzięła?
— Moja mama gotowała i uczyła mnie tego od najmłodszych lat. Staram się wcielać w życie jej przepisy. Gotuję m.in. zalewajkę czy mięso duszone we własnym sosie według jej receptury. Zbierania grzybów nauczył mnie tata. Ta pasja została mi do dziś. Na grzyby jeżdżę do lasu pod Olsztynem, tam gdzie zbierałam je z tatą. Ostatnio przywiozłam stamtąd cały bagażnik grzybów. Ponadto gotuję w domu i robię zapasy. Mąż się śmieje, że u mnie woda nawet woda po kopytkach się nie zmarnuję, że zdołam z niej coś wyczarować. Lubię wymyślać nowe przepisy. Ostatnio zrobiłam konfitury z dzikiej czereśni, czarnego bzu oraz mirabelki z czarną jagodą. Przepis na ostatnią z konfitur można znaleźć w książce „Skarby zaklęte w szkle Europy”. W Działdowie skąd pochodzi rodzina męża jest trochę inna kultura kulinarna. Uwielbiam bigos mojej teściowej, który jest najlepszy na świecie. Od niej nauczyłam się gotować czerninę, którą lubi mój mąż. Z kolei teść zawsze prowadził działkę, gdzie specjalnie dla nas uprawiał wspaniałe warzywa.

— Patrząc na pani potrawy można powiedzieć, że inspiracją może być wszystko co nas otacza.
— W 2016 roku uczestniczyłam w konkursie „Skarby zaklęte w szkle”, na który przygotowałam „Pasztet babci Danusi”. Otrzymałam ten przepis od sąsiadki — pani Danusi, która mieszkała w zielonym domu przy drodze. Z kolei ona dostała go od znajomej z Litwy. Za każdym razem, gdy go robię dodaje coś nowego, aby wyszedł troszkę inaczej i smaczniej. W tym roku na konkurs "Smaki Warmii, Mazur oraz Powiśla na stołach Europy” planuję zrobić prośniankę, tradycyjną zupę warmińską na gąskach (grzybach). Jadłam tę zupę ponad 20 lat temu, ale jej smak pamiętam do dziś.

— Dzisiaj większość naszej żywności zawiera jaąś dawkę chemii.
— Nie znoszę chemii. Zależy mi, aby moje potrawy były naturalne, bez sztucznych przypraw. Zapach odgrywa ważną rolę. Szukam produktów, które go podkręcają np. wywar z grzybów pasteryzuję, a później gotuję na nim, by było bardziej aromatycznie. Sosy robię metodą odparowania, a nie mączne. Staram się suszyć warzywa i owoce. Teraz spadają gruszki, niedługo mirabelki, z których zrobię soki i konfiturę. Z kolei jesienią zrobię rozgrzewający mus z jabłek i cynamonu albo jabłek z pigwą lub jarzębiną.

rozmawiała: Aleksandra Jakimczuk

Wierzymy w zdrową żywność: Nasz region powinien kojarzyć się ze zdrowiem i dobrym nastrojem. Nie tylko w kontekście turystyki, ale też i rolnictwa. Zdrowa żywność i zdrowy styl życia idealnie bowiem pasują do Warmii i Mazur. Nasi producenci zdrowej żywności ciągle jednak są mało znani. Chcemy to zmienić. Wierzymy, że nasza zdrowa żywność może stać się tak samo rozpoznawalna, jak nasze jeziora czy lasy.
Dlatego właśnie rozpoczynamy kampanię "Smaczne. Zdrowe. Nasze". Na portalach rolniczeabc.pl, gazetaolsztynska.pl, mojemazury.pl oraz w „Gazecie Olsztyńskiej” zaprezentujemy kilkunastu producentów zdrowej żywności. Wierzymy, że ta znajomość będzie dla nas wszystkich ciekawa i korzystna.

Znacie kogoś, kto produkuje smaczną i zdrową żywność? Prosimy o kontakt: https://www.facebook.com/hrywna

Anna Uranowska, Rolnicze ABC
Igor Hrywna, Gazeta Olsztyńska








Polub nas na Facebooku:

Komentarze (0) pokaż wszystkie komentarze w serwisie

Dodaj komentarz Odśwież

Dodawaj komentarze jako zarejestrowany użytkownik - zaloguj się lub wejdź przez FB