Poniedziałek, 24 lipca 2017

Zmiany na polskich wsiach, czyli jak pracuje dzisiejszy rolnik

2015-12-11 08:00:00 (ost. akt: 2015-12-09 10:43:08)

Podziel się:

Tak jak cały świat się zmienia, tak zmienia się też rolnictwo. Współczesny farmer pracuje już nie tylko na polu czy w oborze, ale także przed komputerem i nad stosem papierów.

Przez lata zawód rolnika kojarzył się tylko i wyłącznie z ciężką pracą fizyczną. I te skojarzenia – trzeba przyznać – miały swoje podstawy. Ale to uległo i w dalszym ciągu ulega metamorfozie.

Siła w internecie


W wielu domach rolników pojawiły się komputery służące im do pracy. Przez internet sprawdzają ceny zbóż, miejsca skupu wieprzowiny czy terminy składania wniosków o dopłaty. Te ostatnie wiążą się z ogromem formalności, które też dobrze jest wcześniej poznać bezpośrednio ze stron ministerialnych czy agencji rządowych. I tym samym farmerzy – oczywiście zwłaszcza ci młodsi – stali się już sporą siłą w globalnej sieci. Potwierdza to wysyp nowych mediów poświęconych ich branży czy dedykowanych im forów dyskusyjnych, blogów itp.

Formularze w ruch


Dla części farmerów góra papierów, jaką trzeba przygotować do aplikacji o dopłaty z przeróżnych źródeł, jest nie do pokonania lub uznali, że nie znajdą na to czasu, powierzając całość specjalistycznym firmom lub doradcom. Rynek takich usług wciąż rośnie. Natomiast pozostali rolnicy radzą sobie z dokumentami we własnym zakresie. – Siadam przed komputerem właściwie codziennie późnym wieczorem. Razem z żoną wypełniamy wszystkie formularze. Jeśli mamy problemy, szukamy porad w internecie. Na urzędników raczej nie liczymy. Czasem taki wniosek o dotację to tyle papierów, że nie mieszczą się w teczce. Ale udaje nam się. Dostajemy różne dopłaty, ciągnik kupiliśmy dzięki pieniądzom z Unii Europejskiej – podkreśla Mariusz Kowalski, rolnik z województwa mazowieckiego.

Kontrole zewsząd


Dokumenty trzeba teraz w rolnictwie mieć niemal na wszystko. Na sadzonki, na materiał siewny, na środki ochrony roślin, nawozy, na posiadaną trzodę, sprzęt, utrzymanie czystości, nawożenie pól, ich powierzchnię… I nie są to wymogi teoretyczne, które w praktyce można swobodnie omijać. Bo rolnicy są już od dobrych paru lat skrupulatnie kontrolowani. I mogą się spodziewać takich „sprawdzianów” z wielu stron. Powierzchnie pól i łąk objętych dopłatami, utrzymanie ich w odpowiednim stanie itp. badają choćby urzędnicy z Agencji Restrukturyzacji i Modernizacji Rolnictwa. Warunki hodowli zwierząt sprawdzają służby weterynaryjne. Swoje kontrole prowadzą też przedstawiciele choćby Państwowej Inspekcji Ochrony Roślin i Nasiennictwa. Zdarzają się wizyty reprezentantów sanepidu. Wszystkie odstępstwa od przyjętych przepisowo norm są karane – czy to mandatami, czy (częściej) uszczupleniem przyznanych dotacji.

„Papierologia” stosowana


- Rozumiem, że jesteśmy tak często kontrolowani w związku z tym, ze produkujemy żywność. Ale niektóre wymogi związane z unijnym prawem zaczynają wyglądać absurdalnie. Jak choćby te związane z zakupem zabawek dla świń. Żeby się nie stresowały. Ludzie na naszym terenie śmieją się z tego na każdym wiejskim zebraniu – powiedział nam pan Mariusz. Jak podkreślił, dobrze byłoby, by jednak obciążenie rolników „papierologią” nieco zmniejszyć. Choćby poprzez zmianę formularzy na mniej szczegółowe i zmniejszenie liczby załączników. – Jeśli tendencja będzie odwrotna, trzeba będzie w gospodarstwach zatrudniać specjalistę do spraw administracji – śmieje się nasz rozmówca.

Dariusz Kucman
Polub nas na Facebooku:

Komentarze (0) pokaż wszystkie komentarze w serwisie

Dodaj komentarz Odśwież

Dodawaj komentarze jako zarejestrowany użytkownik - zaloguj się lub wejdź przez FB