Żniwa w pełni, rolnicy kiedy tylko mogą, jadą w pole. Nawet nocą. Zamiast jednak skupić się na zbiorach, tłumaczą się ze swojej pracy na policji, a nawet w sądach. Wszystko przez „miastowych”, bo im przeszkadza hałas pracującego kombajnu, smród obornika czy pianie koguta...
I ten właśnie przepis wykorzystuje część, szczególnie nowych mieszkańców wsi, traktując działalność rolniczą jak chuligański wybryk (!)
Policja do donosów raczej podchodzi pobłażliwie. Nie zawsze jednak wykazuje się wyrozumiałością. Ostatnio głośno jest o panu Karolu z Oławy, który za pracę na swoim polu dostał 500 złotych mandatu!
— Trzeba to uregulować prawnie. Należy napisać to jasno w przepisach prawa, że wieś jest terenem produkcji rolniczej. Przecież rolnik dla przyjemności o 4 rano nie doi krów i nie jeździ po północy w czasie żniw kombajnem, żeby podziwiać księżyc. To jest normalna praca, bardzo ciężka i w trudnych warunkach. To jest produkcja rolna, która wiąże się często z hałasem rano czy w nocy, mało komfortowym zapachem z obory czy kurzem na drodze. Ktoś, kto mieszka przy Marszałkowskiej w Warszawie też godzi się na duży ruch samochodów — argumentuje Wiktor Szmulewicz, prezes Krajowej Rady Izb Rolniczych.


Komentarze (0) pokaż wszystkie komentarze w serwisie
Dodaj komentarz Odśwież
Dodawaj komentarze jako zarejestrowany użytkownik - zaloguj się lub wejdź przez