Wtorek, 17 lipca 2018

18 lat temu zaczynali razem ze mną

2017-12-26 14:30:54 (ost. akt: 2017-12-26 14:26:25)
Jeżeli zwierzęta będą zdrowe i będą czuły się komfortowo gwarantuję, że odpłacą odpowiednią ilością i jakością mleka — mówi Piotr Skoczek, specjalistą z zakresu zootechniki i żywienia przeżuwaczy

Jeżeli zwierzęta będą zdrowe i będą czuły się komfortowo gwarantuję, że odpłacą odpowiednią ilością i jakością mleka — mówi Piotr Skoczek, specjalistą z zakresu zootechniki i żywienia przeżuwaczy

Autor zdjęcia: Archiwum prywatne

Podziel się:

O pracy będącej pasją, doświadczeniu i ponad 18-letniej praktyce, a także o odpowiednim podejściu do zwierząt i problemach hodowców rozmawiamy z Piotrem Skoczkiem, specjalistą z zakresu zootechniki i żywienia przeżuwaczy, właścicielem firmy Somatik i współwłaścicielem marki Bovino.

— Przedstawiciel, handlowiec, doradca żywieniowy w terenie robi się coraz ciaśniej, nie wiadomo kogo słuchać, komu zaufać. Jak pan to widzi z pozycji doradcy żywieniowego z wieloletnim stażem?

Piotr Skoczek, specjalista z zakresu zootechniki i żywienia przeżuwaczy, właściciel firmy Somatik i współwłaściciel marki Bovino
Fot. Archiwum prywatne
Piotr Skoczek, specjalista z zakresu zootechniki i żywienia przeżuwaczy, właściciel firmy Somatik i współwłaściciel marki Bovino
Po pierwsze praca doradcy żywieniowego musi być pasją. Myślę, że mogę powiedzieć o sobie, że ja ją mam. Dziś z perspektywy czasu przyznaję z pełnym przekonaniem, że nie zamieniłbym tej pracy na żadną inną. Żywieniem zwierząt zajmuję się od 1999 roku. Praca daje mi dużą satysfakcję, zwłaszcza, że jest kilku hodowców, którzy 18 lat temu zaczynali razem ze mną ja — pracę, a oni hodowlę. Dobrym przykładem będzie tu pan Cezary z okolic Pieniężna. 18 lat temu miał 5 krów i wydajność mleczną na poziomie 10 litów, dziś jest właścicielem 150 krów, a wydajność od sztuki wzrosła do 30 litów mleka.

— Najtrudniejsze momenty dla hodowców w ostatnich latach?

— Oczywiście wiele jest takich sytuacji na co dzień w żywieniu zwierząt, ale dramatyczną sytuacją, była kara w wysokości 800 tys. zł, którą nałożono za przekroczenie kwoty mlecznej. Wielu hodowców taka kwota załamałaby i doprowadziła do likwidacji gospodarstwa. Nie polskiego hodowcę! Jak mówi zaprzyjaźniony lekarz weterynarii „siła niedźwiedzia i determinacja polskiego hodowcy jest nieprzewidywalna”. I ja w pełni się z tym zgadzam. Bo trzeba przyznać, że chów i hodowla zwierząt to po części praca pod chmurką, czyli jest uzależniona od pogody, a ta jak wiemy bywa nieprzewidywalna. Dlatego tym bardziej cenię sobie tych klientów, którzy mimo tak wielu niepewnych i zmiennych w tym biznesie, trwają dalej.

— Czy doradza pan tylko w dużych gospodarstwach, czy hodowca, który ma np. 15 krów też może skorzystać z pana doświadczenia?

— Dla mnie nie ma znaczenia, czy ktoś ma 10, czy 1500 krów. Najważniejsze jest to, że hodowca chce współpracować i widzi potrzebę zmian na lepsze. Ludzie często powtarzają: a może moje gospodarstwo jest za małe… a może już nic nie da się zmienić… A ja powtarzam — zadzwoń! Jeśli będę mógł — pomogę.
Ważne w mojej pracy jest to, żeby nie zamykać się na problemy hodowców. Myślę, że jeżeli jest się doradcą żywieniowym z powołania, a nie sprzedawcą to jest zupełnie naturalne podejście.

— Żywienie, to nie tylko podanie odpowiednio zbilansowanej dawki, to również odpowiednie traktowanie zwierząt, stworzenie im odpowiednich warunków i indywidualne podejście do hodowcy i jego stada.

— Dokładnie tak. Jeżeli zwierzęta będą zdrowe i będą czuły się komfortowo gwarantuję, że odpłacą odpowiednią ilością i jakością mleka. Cieszy mnie, że coraz więcej firm myśli podobnie, a szczególnie lekarze weterynarii. Mają dość nowatorskie podejście do swojej pracy, namawiają swoich hodowców do tego, że lepiej zapobiegać niż leczyć, a to przekłada się na sukces hodowlany i ekonomiczny. Warto podkreślić, że są to jedni z najlepszych specjalistów w zakresie walki z kłopotami w rozrodzie.

Idea podejścia do każdego klienta w sposób indywidualny zaowocowała stworzeniem (wspólnie z Pawłem Balińskim) własnej marki Bovino, która jest alternatywą pozwalającą dobrać rozwiązanie żywieniowe nie z klucza, ale indywidualnie. 18 lat pracy w zawodzie, pozwala wyciągać już pewne wnioski i rozwiązanie indywidualne jest po prostu najlepsze. Warto zauważyć, że nie wyklucza to współpracy u hodowców innych, dużych marek, z którymi bardzo cenię sobie współpracę, bo jest ona oparta na wymianie poglądów, szkoleniach, wspólnym rozwiązywaniu problemów, a nie wyłącznie na sprzedaży.

— Jakie wyzwania czekają hodowców i doradców żywieniowych w najbliższym czasie, czy pasze bez GMO to jedyny problem spędzający sen z powiek. Czy soję non GMO można czymś zastąpić?

— Trochę tych wyzwań będzie, w zasadzie hodowcy wciąż zmagają się z jakimiś problemami. Począwszy od drastycznej zmiany wymuszającej na hodowcach stosowanie pasz bez GMO. To dość palący problem, który jak na razie zagraża ekonomice wielu hodowli, ale nie my pierwsi stajemy przed tym wyzwaniem. Na tą chwilę znamy już sposoby utrzymania, a nawet zwiększania produktywności stad bez stosowania np. bardzo drogiej soi non GMO. Jest kilka alternatyw. Jedną z nich jest np. stosowanie hydrolizowanego suszu pogorzelnianego wolnego od GMO. Innym rozwiązaniem jest stosowanie rzepaku ekstrudowanego wysokiej klasy technologicznej, który pozwala osiągnąć 60 proc. białka chronionego. W kwestii doboru komponentów trzeba zachować czujność. Na rynku jak grzyby po deszczu pojawiają się wątpliwej jakości surowce niejasnego pochodzenia (wabikiem jest bardzo atrakcyjna cena), ale ich stosowanie nie przynosi miarodajnego efektu. I mimo, że pozornie wydają się tańsze, w rzeczywistości kosztują nas więcej.

Kolejnym wyzwaniem są szalejące ceny witamin, co przekłada się na wzrost ceny dodatków mineralno-witaminowych nawet o 1 000 pln na jednej tonie. I tu znowu będę optymistą, że wzrost cen może też przynieść pozytywne efekt. Może to brzmi dziwnie, ale tak będzie. Dlaczego? Na dziś najczęściej przedstawiciele firm paszowych sprzedają produkty na zasadzie „mój produkt ma więcej np. niacyny, choliny witaminy E itp.” Nikt się nie zastanawia, czy faktycznie te wyższe poziomy mają sens. Doskonałym przykładem jest poziom witaminy E, której normy amerykańskie zalecają dzienną dawkę dla krów mlecznych od 500 do 600 mg. A co widzimy w terenie? Dodatek mineralno-witaminowy zawiera 5 000 mg witaminy E i sprzedawca zaleca stosowanie nawet 300 g produktu — czyli 1 500 mg witaminy. To aż trzykrotnie więcej niż potrzeba. Taka sytuacja doprowadziła do tego, że dodatki mineralno-witaminowe w Polsce mają jedne z najwyższych poziomów w Europie, co jednak nie przekłada się na najwyższą wydajność i zdrowotność zwierząt.
Problemów oczywiście nie brakuje i nie ma szans na wyczerpanie tematyki w jednym artykule. Chciałbym namówić hodowców do tego, żeby szukali jak najlepszych specjalistów w zakresie żywienia, dobrostanu i zdrowia zwierząt.

Korzystając z okazji zbliżających się Świąt Bożego Narodzenia, wraz z całym zespołem Somatik i Bovino, pragniemy życzyć państwu, aby były one okresem radości spędzonym w gronie najbliższych, ale również zadumy nad tym, co minęło i nad tym, co nas czeka w Nowym Roku. Życzymy dużo optymizmu i wiary w szczęście i sukcesy, które wspólnie osiągniemy w nadchodzącym roku.

dr inż. Monika Kopaczel-Radziulewicz
m.radziulewicz@rolniczeabc.pl


Artykuł ukazał się w miesięczniku "Rolnicze ABC" nr 12 (327) grudzień 2017
Polub nas na Facebooku:

Komentarze (0) pokaż wszystkie komentarze w serwisie

Dodaj komentarz Odśwież

Dodawaj komentarze jako zarejestrowany użytkownik - zaloguj się lub wejdź przez FB