Piątek, 16 listopada 2018

Zajadała się nimi cała rodzina

2017-11-25 17:10:00 (ost. akt: 2017-12-18 12:43:53)

Autor zdjęcia: Archiwum rodzinne

Podziel się:

Zdrowie jedzenie\\\ — Zajadała się tymi wspaniałymi owocami cała rodzina i sąsiedzi. Już wówczas znane były niebagatelne zdolności zdrowotne owoców borówki. Mój tata w wieku 86 lat nie używał do czytania okularów — mówi Wojciech Socharski.

— Nie jest pan z wykształcenia rolnikiem, ale pana rodzina miała niegdyś wiele wspólnego z uprawa ziemi...
— Tak. Pochodzę z rodziny ziemiańskiej. Urodziłem się w majątku ziemskim należącym od XVII wieku do moich prapra dziadów, a następnie do moich rodziców. Niestety, podzieliliśmy w 1945 roku los wszystkich ziemian, którym władza ludowa odebrała w ciągu pół godziny wszystko. I stąd chyba moja miłość do ziemi, lasów i pięknych nietkniętych nadmierną cywilizacją krajobrazów. Tuż po przemianach 1989 roku, kiedy można było łatwo nabywać ziemię po upadających PGR- ach zainteresowałem się możliwością kupna ziemi. Mój przyjaciel ze studiów, a jestem absolwentem wydziału leśnego warszawskiej SGGW, nadleśniczy Nadleśnictwa Nidzica Andrzej Sobotko, pokazał mi przeznaczony do zalesień przepiękny teren położony na północ od drogi Frąknowo -Januszkowo. Agencja Rynku Rolnego w Olsztynie postanowiła go jednak sprzedać z przeznaczeniem na uprawy rolne.

— I mimo, że jest pan leśnikiem z wykształcenia zdecydował się Pan kupić ten teren?
— Tak. Wygrałem łatwo przetarg, bo teren ten bardziej nadawał się, z racji ukształtowania i klas gleb bardziej, do uprawiania sportów extremalnych niż do rolnictwa. Zawziąłem się jednak i doprowadziłem przez 15 lat te ugory i nieużytki do niezłej kultury rolnej.

— I od razu zaczął Pan uprawiać borówkę amerykańską?
— Nie. Zacząłem od uprawiania zboża, ale coraz częściej występujące w naszym regionie dotkliwe susze powodowały, że plony nie były satysfakcjonujące. To skłoniło mnie do podjęcia decyzji, aby rozpocząć uprawę ziemi z minimalnym nakładem kosztów. W ten sposób można uprawiać słabe ziemie tylko w systemie ekologicznym. Zdecydowałem się przekształcić większość naszych gruntów na uprawy ekologiczne. Jestem po drugim roku ekologii i pomimo całkowitego braku nawozów i niestosowaniu żadnych środków ochrony roślin zbiory były całkiem niezłe, zwłaszcza gryki. Na pewno pomogły mi w tym liczne rodziny pszczele. Pracowite pszczółki harcowały cały okres kwitnienia, dając czysty ekologiczny miód, a mnie czystą grykę.

— Dlaczego postawił Pan na ekologię?
— W dobie coraz większego problemu z zanieczyszczaniem środowiska, smogiem i żywnością naszpikowaną środkami chemicznymi, uprawy ekologiczne gwarantujące produkcję zdrowej żywności są dla wielu dorosłych ludzi dbających o zdrowie własne i swoich dzieci podstawą egzystencji.

— Potem do gryki dorzucił Pan borówkę amerykańską?
— Tak. Na tę decyzję absolutny wpływ miał mój tata, prawnik z zawodu, a ogrodnik z zamiłowania, który w latach osiemdziesiątych posadził na naszej działce pod Warszawą kilkanaście krzewów borówki. W tym czasie mało kto wiedział w Polsce o borówce. Poprzez moje kontakty z SGGW, udało się nam zdobyć kilkanaście krzewów borówki pochodzących z doświadczalnych upraw prowadzonych przez Wydział Ogrodnictwa. Krzewy zaczęły obficie owocować po kilu latach. Zajadała się tymi wspaniałymi owocami cała rodzina i sąsiedzi, mama robiła przetwory w postaci soków i dżemów, które starczały na całą zimę. Już wówczas znane były niebagatelne zdolności zdrowotne owoców borówki. Mój tata w wieku 86 lat nie używał do czytania okularów! Borówki dobrze smakują jako dodatek do lodów, muesli, jogurtu lub podawane z bitą śmietaną. Bardzo popularne są dżemy i konfitury z borówek.

— I postanowił Pan założyć własną plantację?
— Owoce borówki cieszą się coraz większym zainteresowaniem, powstają coraz to nowe plantacje, owoce od lipca do października są dostępne w niemal każdym sklepie. Nasza plantacja ma 8 hektarów, rośnie na niej 21 tysięcy krzewów i dopiero zaczyna wchodzić w okres obfitego owocowania. Pracy przy prawidłowym utrzymaniu krzewów jest bardzo dużo i wymaga to sporej wiedzy. Przypomnijmy, że Polska jest największym producentem borówki w Europie i trzecim na świecie po USA i Chile.

— Borówka amerykańska jest trudna w uprawie?
— Nasza plantacja posiada system nawadniania z jednoczesną możliwością nawożenia, co jest absolutnie niezbędne, aby uzyskiwać wysokie plony. Prawidłowo prowadzona plantacja powinna od szóstego-siódmego roku po posadzeniu dawać średni plon od 3 do 5ciu kilogramów owoców z krzaka. Borówka amerykańska jest typową rośliną wieloletnią. Krzewy borówki, umiejętnie podcinane co roku na wiosnę, dożywają w dobrej kondycji do trzydziestu i więcej lat. Zabieg usuwania pędów starych, uszkodzonych zbytnio zagęszczających środek krzewu oraz wykładających się na ziemię prowadzony jest na naszej plantacji głównie przez dwie wykwalifikowane panie z naszej wioski. Sadząc krzewy borówki należy pamiętać, iż borówka dobrze rośnie w bardzo kwaśnym podłożu i musi być często nawadniana. Stanowisko powinno mieć dobre nasłonecznienie i osłonę od zimnych zimowych wiatrów. W naszym ostrym klimacie należy sadzić odmiany odporne na mróz jak Bluecrop, Meader lub Duke.

— Czy na swojej plantacji zatrudnia Pan dużo osób?
— W okresie pełnego owocowania musimy zatrudniać około czterdzieści osób. Na razie dojeżdżają z okolicznych wiosek i Nidzicy, ale za dwa trzy lata zacznie się problem, bo do zbioru będzie potrzebnych do stu osób, ponieważ postanowiliśmy powiększyć naszą plantację o następnych 7 hektarów.

— Plantacja uzyskała certyfikat GLOBAL GAP. Trudno było? Co taki certyfikat daje?
— Dbamy o produkcję absolutnie zdrowych owoców. Nasza plantacja borówki nie jest ekologiczna w ścisłym znaczeniu tego słowa, więc stosujemy odpowiednie nawozy i środki ochrony roślin przeznaczone tylko dla borówki. Mieliśmy już trzy kontrole sprawdzające poziom pozostałości substancji chemicznych w owocach, przeprowadzone przez specjalne laboratorium. Uzyskany wynik był 100 razy niższy od dolnej granicy normy. Mogę zatem powiedzieć, że nasze owoce są naprawdę zdrowe. W tym roku wystąpiliśmy do światowej organizacji badającej pełny proces organizacji pracy, przestrzegania zasad higieny w całym gospodarstwie podczas zbiorów, sortowaniu i pakowaniu oraz pozostałości środków ochrony w owocach borówki w celu uzyskania ceryfikatu GLOBAL GAP. Daje on nieograniczone możliwości na eksport borówki na cały świat. Po sześciu miesiącach nieustannych kontroli i zaleceń otrzymaliśmy te świadectwo.

— Wiem, że w Januszkowie jest też stadnina koni. Kto ją prowadzi?
— Stadninę prowadzi moja żona Agnieszka, która jest rodem z Janowa Podlaskiego. Coraz więcej młodzieży oraz pasjonatów jeździectwa korzysta z możliwości i szkoli swoje umiejętności pod czujnym okiem Agnieszki. Organizowane były już w naszym pięknym terenie dwie tradycyjne gonitwy hubertowskie z chwytaniem kity lisa przez jeźdźców w terenie oraz przez dzieci w naszym zagajniku. Zabawa była znakomita. Nasza posiadłość z racji ukształtowania terenu, zieleni i zagospodarowania pól stanowi znakomitą bazę do bezpiecznych przejażdżek konnych dla dzieci i dorosłych.

Smaczne.Zdrowe.Nasze:: Nasz region powinien kojarzyć się ze zdrowiem i dobrym nastrojem. Nie tylko w kontekście turystyki, ale też i rolnictwa. Zdrowa żywność i zdrowy styl życia idealnie bowiem pasują do Warmii i Mazur. Nasi producenci zdrowej żywności ciągle jednak są mało znani. Chcemy to zmienić. Wierzymy, że nasza zdrowa żywność może stać się tak samo rozpoznawalna, jak nasze jeziora czy lasy.
Dlatego prowadzimy kampanię „Smaczne. Zdrowe. Nasze”. Na portalach rolniczeabc.pl, gazetaolsztynska.pl, mojemazury.pl oraz w „Gazecie Olsztyńskiej” prezentujemy producentów zdrowej żywności. Wierzymy, że ta znajomość będzie dla nas wszystkich ciekawa i korzystna.
Anna Uranowska, „Rolnicze ABC”
Igor Hrywna, „Gazeta Olsztyńska”


Polub nas na Facebooku:

Komentarze (1) pokaż wszystkie komentarze w serwisie

Dodaj komentarz Odśwież

Zacznij od: najciekawszych najstarszych najnowszych

Dodawaj komentarze jako zarejestrowany użytkownik - zaloguj się lub wejdź przez FB

  1. Oczy ? #2382793 | 83.9.*.* 25 lis 2017 17:23

    Wzrok psujemy od :oglądania RTV,komputerów,chemi.A czy po wojnie ludzie w Polsce mieli TV-odbiorniki.Niektóre wady wzroku też są dziedziczne.Jagoda leśna znakomicie pomaga oczom,nie borówka amerykańska.Okulista. wie!!!

    Ocena komentarza: warty uwagi (1) ! - + odpowiedz na ten komentarz pokaż odpowiedzi (3)