Czwartek, 24 sierpnia 2017

Hodowla trzody w nowoczesnych warunkach

2015-11-24 12:00:00 (ost. akt: 2015-11-24 09:50:28)
Podczas otwarcia chlewni zwiedzający szczególnie interesowali się wyposażeniem obiektu. W tuczarni zastosowany został system żywienia na sucho, a poidła miskowe i rurki do poideł wykonane zostały ze stali kwasoodpornej.

Podczas otwarcia chlewni zwiedzający szczególnie interesowali się wyposażeniem obiektu. W tuczarni zastosowany został system żywienia na sucho, a poidła miskowe i rurki do poideł wykonane zostały ze stali kwasoodpornej.

Autor zdjęcia: Angelika Szczechowicz

Podziel się:

Około 100 hodowców trzody chlewnej, głównie z powiatu żuromińskiego miało okazję obejrzeć nowo otwartą chlewnię pani Urszuli Karskiej z Siemcich, z gminy Lutocin w województwie mazowieckim. Otwarcie chlewni miało miejsce 14 października.

Zwiedzanie obiektu poprzedziła część oficjalna. Najpierw głos zabrał Radosław Ceglarski — weterynarz, który od lat zajmuje się nadzorem nad stanem zdrowia trzody chlewnej, później odbyła się prelekcja o możliwościach pozyskiwania środków z Unii Europejskiej a po serii pytań przemówił Krzysztof Gańko, doradca regionalny firmy TerraExim-Agroimpex, która zajmowała się wyposażaniem nowej chlewni. Na koniec części oficjalnej gospodyni zaprosiła do obejrzenia obiektu.

Długa droga do realizacji inwestycji


Nowa chlewnia pani Karskiej to budynek o wymiarach 14 x 120 metrów. Przeznaczony do hodowli około 1 900 sztuk obiekt jest największym budynkiem w gospodarstwie inwestorów. Trzy mniejsze, dotychczasowe chlewnie zajmuje 200 i 300 sztuk świń.

— Jest to nasza czwarta z kolei chlewnia i największa. Około roku upłynęło zanim udało nam się uzyskać wszystkie pozwolenia i ją postawić — mówi pani Urszula.
Droga do otwarcia chlewni okazała się długa, co zresztą jest typowe dla tak dużych inwestycji. Aby uzyskać pozwolenie na budowę nowej chlewni, na samym początku drogi należy postarać się o wypis z miejscowego planu zagospodarowania przestrzennego lub złożyć wniosek o wydanie decyzji o warunkach zabudowy. W planie, który jest prawem miejscowym, są dokładnie określone funkcje, inwestycje i charakter publiczny danego terenu. Na jego podstawie determinuje się przyszłe przeznaczenie terenu, którego dotyczy plan. Taki wniosek składa się do urzędu gminy lub miasta. Jeśli nie ma miejscowego planu zagospodarowania przestrzennego, władze gminy lub miasta podejmują decyzję o warunkach zabudowy. Aby taką decyzję otrzymać, należy złożyć wniosek z załączeniem m.in. mapy z określeniem granic terenu inwestycji, pełnej charakterystyki inwestycji czy zapotrzebowania na wodę, energię elektryczną itp. Następnie o inwestycji informowani są sąsiedzi i inne osoby, których inwestycja może dotyczyć. Jeśli nie zostaną zgłoszone żadne zastrzeżenia dotyczące budowy, wówczas władze gminy/miasta mogą wydać wniosek o zagospodarowaniu przestrzennym.

Oprócz wniosku o zagospodarowaniu przestrzennym, konieczne jest także uzyskanie decyzji o środowiskowych uwarunkowaniach (DŚU). Decyzja ta określa, czy inwestycja jest bezpieczna dla środowiska. DŚU wydaje wójt, burmistrz, prezydent lub regionalny dyrektor ochrony środowiska. W przypadku pani Karskiej decyzja o środowiskowym zagospodarowaniu przestrzennym została wydana po licznych poprawkach i z dużym opóźnieniem.

Bez unijnych pieniędzy, ale z kredytem


Kiedy wszystkie decyzje na etapie gminnym będą pozytywne, wówczas inwestor możne zgłosić budowę do starostwa, gdzie zostaje wydane pozwolenie na budowę.

Po uzyskaniu potrzebnych decyzji i sporządzeniu kosztorysu, kolejnym etapem w realizacji inwestycji były starania o przyznanie kredytu. Pani Karska nie korzystała z unijnego dofinansowania przy budowie czwartej chlewni. Na budowę przeznaczyli około 20 proc. środków własnych. Reszta pochodziła z kredytu. Cała inwestycja kosztowała ok. 1 350 000 zł.

Zwiedzanie chlewni poprzedziła część oficjalna. Gości przywitała Urszula Karska — inwestorka i Radosław Ceglarski — weterynarz, który od lat współpracuje z właścicielką chlewni
Fot. Angelika Szczechowicz
Zwiedzanie chlewni poprzedziła część oficjalna. Gości przywitała Urszula Karska — inwestorka i Radosław Ceglarski — weterynarz, który od lat współpracuje z właścicielką chlewni

Sterowniki zużywają 40 proc. mniej energii


Hodowcy, którzy zwiedzali chlewnię zwracali szczególną uwagę na jej wyposażenie.

— Podoba mi się wyposażenie tej chlewni. Jest co prawda kilka drobnostek, które można by z czasem ulepszyć, ale myślę, że sam też bym takie wyposażenie zastosował w swojej chlewni — mówi pan Roman Teodorczak, hodowca trzody chlewnej z miejscowości Szronka w gminie Kuczbork (powiat żuromiński).
Tuczarnia pani Urszuli Karskiej zorganizowana jest w cyklu otwartym, czyli z warchlakami z zakupu. Budynek składa się z 2 komór a każda z nich pomieści ok. 900 sztuk tuczników. W budynku znajduje się długi korytarz komunikacyjny i pomieszczenie socjalno-biurowe.

Posadzka w kojcach pokryta jest szczelinowymi rusztami betonowymi, dzięki czemu nie nasiąka, jest twarda i odporna na pękanie. Wygrodzenia wykonane są z paneli PCV oraz słupków ze stali kwasoodpornej. Poidła miskowe i rurki do poideł zrobione są również ze stali kwasoodpornej.

W tuczarni zastosowano system wentylacji podciśnieniowej. Świeże powietrze doprowadzone jest do budynku przy pomocy zaworów ściennych, które są płynnie zamykane i otwierane przez serwomotor. Zużyte powietrze natomiast zostaje usunięte przez kominy wentylacyjne, w których jest zainstalowany wentylator. Obrotami wentylatora jak i serwomotorem steruje sterownik klimatu. W wentylacji w chlewni Karskich zastosowane zostały sterowniki z wbudowanymi falownikami do wentylatorów jednofazowych. Jest to nowość, gdyż do tej pory falowniki stosowane były w wentylatorach trójfazowych. Sterowniki poprzez sterowanie napięciowe jak i częstotliwość zużywają ok. 40 proc. mniej energii. Obecnie, gdy cena żywca jest niska rozwiązanie obniżające koszty produkcji jest szczególnie istotne.


Żywienie i pojenie w 5 tygodni


W tuczarni pani Karskiej zastosowany został system żywienia na sucho. Firma wyposażająca chlewnię zastosowała dwa oddzielne paszociągi łańcuchowo-krążkowe o średnicy 60 mm z funkcją czyszczenia. Rury jak i inne elementy metalowe w paszociągu wykonane są ze stali kwasoodpornej, natomiast spusty są plastikowe z przezroczystą rurą, co ułatwiona kontrolę paszy. Zamontowano automaty paszowe typu tubomat z funkcją zraszania paszy. Ich elementy metalowe wykonane są ze stali nierdzewnej. Starannie zaprojektowane koryto pozbawione ostrych krawędzi zapewnia minimalne straty wody. Jedno urządzenie obsługuje do 45-50 sztuk tucznika.

Wyposażenie bez podłogi rusztowej i sufitu z płyty poliuretanowej kosztowało Karskich ok. 300 tys. zł netto. Czas wyposażania takiej chlewni to około 4-5 tygodni.

— Wyposażenie wykonane jest z wysokiej jakości elementów, co pozwala na wielokrotne bezawaryjne użytkowanie — mówi pan Krzysztof Gańko, doradca regionalny firmy wyposażającej.

Kontraktacja i przyszłość inwestycji


Nowa tuczarnia pani Urszuli jest jak do tej pory jej największą inwestycją. Pani Karska prowadzi gospodarstwo rolne od 1994 roku. Zaczynała od 16 ha i 100 sztuk tucznika. Obecnie w skład gospodarstwa rolnego wchodzi około 40 ha ziemi i chlewnie na około 2 700 sztuk tucznika.

Pani Karska tuczy świnie na kontrakcie. Warchlaki o wadze 30 kg sprowadzane są z Litwy a po około 3 miesiącach, przy wadze 120 kg sprzedawane są firmie Sokołów S.A.

— Chcę rozwijać swoje gospodarstwo. Mam synów, którzy mi w tym pomagają. Nowa chlewnia na na 1 900 sztuk tuczu to duża inwestycja, ale myślę, że może się zwrócić za 5-6 lat — podsumowuje pani Urszula.

Angelika Szczechowicz, a.szczechowicz@kurierzurominski.pl


Artykuł ukazał się w miesięczniku "Rolnicze ABC" nr 11 (302) 18 listopada 2015 r.

Źródło: Gazeta Olsztyńska

Polub nas na Facebooku:

Komentarze (0) pokaż wszystkie komentarze w serwisie

Dodaj komentarz Odśwież

Dodawaj komentarze jako zarejestrowany użytkownik - zaloguj się lub wejdź przez FB