Czwartek, 19 października 2017

Minikiwi na biegunie zimna

2015-02-19 09:00:00 (ost. akt: 2015-02-18 11:29:28)
Dr hab. Anna Bieniek z minikiwi z kortowskich ogrodów. Dla porównania z drugiej strony kiwi sprowadzane z Włoch.

Dr hab. Anna Bieniek z minikiwi z kortowskich ogrodów. Dla porównania z drugiej strony kiwi sprowadzane z Włoch.

Autor zdjęcia: Grzegorz Czykwin

Podziel się:

O minikiwi, jego zaletach i warunkach uprawy w naszym regionie, rozmawiamy z dr hab. Anną Bieniek z Wydziału Kształtowania Środowiska i Rolnictwa, Katedra Ogrodnictwa UWM.

— Czy lubi pani kiwi?
— Tak, ale jeszcze bardziej minikiwi.

— Dlaczego?
— Ma jadalną skórkę, można jeść je w całości, jest, co prawda, o wiele mniejsze od kiwi, ale słodsze. I pochodzi z upraw w Polsce.

— Jak wygląda taka hodowla w naszym klimacie?
— Rośliny pochodzą z klimatu kontynentalnego, a więc są odporne na mrozy, wytrzymują nawet do minus 35 stopni. Natomiast krytyczne są dla nich przymrozki wiosenne. Na dużych plantacjach trzeba uruchamiać zraszacze nad uprawami, które chronią przed przymrozkami.

Minikiwi świetnie sprawdza się w przetworach.
Fot. Grzegorz Czykwin
Minikiwi świetnie sprawdza się w przetworach.
— Minikiwi rośnie też w kortowskich ogrodach.
— Tak, uprawy mamy od 1996 roku, jeszcze w ART w Katedrze Ogrodnictwa pod kierownictwem prof. Zdzisława Kaweckiego rozpoczęliśmy badania na sadzonkach odmian ukraińskich. Pierwsze plony zebraliśmy w 2000 roku. Rok 2007 był jedynym, kiedy nie zbieraliśmy owoców. Wszystkie pąki zniszczył wówczas przymrozek, ale rośliny przetrwały.

— Czyli te delikatne owoce udają się u nas, czyli na polskim biegunie zimna?
— Tak! Na początku musieliśmy zbadać, czy w naszym zimnym regionie, będzie można uprawiać aktinidię. U nas nawet wahania temperatur są mniej niebezpieczne dla roślin niż w Wielkopolsce. Tam temperatury rozpieszczają rośliny, które tracą swoją odporność. Odmiany wyhodowane na Warmii i Mazurach będą lepiej przystosowane do naszych warunków.

— Czyli minikiwi ma szansę zastąpić na plantacjach na przykład niedochodową porzeczkę?
— Tak. Należy jednak zaznaczyć, że porzeczka jest głównie owocem do przetwórstwa a aktinidia największą wartość ma jako owoc deserowy. Już wiele osób uprawia te rośliny w swoich przydomowych ogródkach. Największe plantacje towarowe znajdują się w rejonie Grójca.

— A na Warmii i Mazurach są chętni?
— Tak, to np. student, który pisał u mnie pracę inżynierską z aktinidii. Szuka terenów pod plantację. Teraz ważne jest przekonanie klientów, by chcieli spróbować i kupić owoce. Na Olsztyńskich Dniach Nauki i Sztuki organizowanych na UWM od kilku lat prezentujemy owoce aktinidii. Wcześniej największe zainteresowanie budziły maliny, teraz osoby, które przychodzą do nas, pytają „gdzie jest kiwi?". W sklepach w centralnej Polsce można już kupić aktinidię.

— Pani uprawia minikiwi?
— Zajmuję się nim przede wszystkim naukowo, rok temu obroniłam na Wydziale Ogrodniczym Uniwersytetu Rolniczego w Krakowie rozprawę habilitacyjną na temat tej rośliny, ale prywatnie w swoim ogrodzie także ją uprawiam. To naprawdę niewymagająca roślina, która jest pnączem podobnie jak winorośl, lecz nie wytwarza wąsów czepnych, tylko owija się wokół podpór. Daje dużo cienia, a owoce są pyszne. Robię z nich dżemy, nalewki, a także mrożę. Minikiwi to także bomba witaminowa. Ma bardzo dużo witaminy C. Dla porównania cytryna ma 30 mg% witaminy C, a aktinidia ostrolistna do ok.400 mg%, natomiast kolomikta (pstrolistna) ok.1400 mg%. Owoce podnoszą odporność organizmu na przeziębienia, a zbiera się je we wrześniu, gdy zaczynają się infekcje. Chętnych do uzyskania informacji na temat tej rośliny zapraszam do Katedry Ogrodnictwa Uniwersytetu Warmińsko-Mazurskiego w Olsztynie.

Beata Brokowska

Źródło: Gazeta Olsztyńska

Polub nas na Facebooku:

Komentarze (0) pokaż wszystkie komentarze w serwisie

Dodaj komentarz Odśwież

Dodawaj komentarze jako zarejestrowany użytkownik - zaloguj się lub wejdź przez FB