Czwartek, 23 listopada 2017

Z rybami znamy się jak łyse konie

2017-08-24 09:00:00 (ost. akt: 2017-08-29 11:20:22)
Jarosław Parol

Jarosław Parol

Autor zdjęcia: Andrzej Sprzączak

Podziel się:

Żyjemy coraz bardziej świadomie. Jesteśmy aktywni fizycznie. Coraz większą uwagę zwracamy na to, co jemy. Boom na robienie zakupów w supermarkecie już dawno minął. Coraz częściej wybieramy małe lokalne firmy serwujące unikatowe specjały.

Zobacz także: Zdrowa żywność bezpośrednio od rolnika już od sierpnia w Olsztynie Pierwszy „Targ rolnika i zdrowej żywności” już 5 sierpnia w Olsztynie na stadionie Warmii przy ulicy Sybiraków Lokalne produkty z Warmii i Mazur trafiają do coraz szerszej grupy klientów, śmiało można powiedzieć, stałych klientów. Ogromną rolę odgrywają...
Wśród warmińskich pól i lasów, kilkanaście kilometrów za Olsztynem na samym końcu urokliwego Kaborna mieści się siedziba rodzinnej firmy prowadzonej przez Jarosława Parola. To Tradycyjna Wędzarnia Warmińska — z prawdziwego zdarzenia.

Na kilku hektarach malowniczo rozsianych jest 10 stawów. W nich pływają pstrągi, jesiotry, karpie. Dla tych ceniących oryginalność — jazie i sieje.

— Nie ma co ukrywać, 70 proc. naszych ryb to pstrągi, ale staramy się nie skupiać tylko na nich — podkreśla pan Jarosław.

Samo karmienie tych ryb to już niesamowity spektakl — sposób jedzenia odzwierciedla charakter każdego z gatunków. Pstrągi skaczą zamaszyście, jakby były tygrysami walczącymi o pożywienie, woda chlupie, w powietrzu śmigają zwrotne ogony. Karmienie przepięknych jesiotrów to już zupełnie inna historia.
— Jesiotr to stateczna królewska ryba. Prawdziwe panisko. Delikatnie żeruje na dnie. Nie spieszy się i nie przepycha. Jesiotr to godność i dystans w czystej postaci. Równie szlachetnie smakuje jego mięso — zachwala pan Jarosław. I faktycznie podczas karmienia jesiotrów tafla wody nawet nie drgnie. Codziennie w gospodarstwie zużywane jest ok. 100 kilogramów najwyższej jakości francuskiej paszy.

— Można powiedzieć, że moje ryby to takie francuskie pieski, byle czego nie jedzą — śmieje się hodowca. Młode rybki karmione są trzy razy dziennie. Te starsze tylko raz. Częstotliwość i sposób karmienia dostosowuje się indywidualnie do wieku i metabolizmu danej ryby.
— Każdy mój dzień zaczyna się o 6 rano. Kończy dopiero po zapadnięciu zmroku. Ryby nie wiedzą, co to niedziela. Ale nie żałuję ani jednego spędzonego tu dnia — pan Jarosław z czułością patrzy na pasącą się na zboczu jego gospodarstwa sarnę. Rozległych zielonych terenów i stawów pilnuje gromada psów. Przewodząca stadu Kaja jest największym postrachem okolicznych wydr, które prawie codziennie próbują zakraść się na posesję.

— Nie tylko ludzie uwielbiają moje ryby. Okoliczne zwierzęta i ptaki, takie jak kormorany i czaple, też wiedzą, że tu dobrze karmią. Jeśli ktoś wierzy, że bocian uwielbia żaby, to grubo się myli. Warmińskie żabojady uwielbiają moje pstrągi. Od czasu do czasu nawet jego królewska wysokość orlik biały zniża swe loty i z uwagą pochyla nad naszymi wodami— obrazowo opowiada pan Jarosław.
W tym roku mija 15 lat, kiedy mężczyzna wraz z rodziną porzucił życie olsztyńskiego mieszczucha i przeprowadził się na wieś.
— Chcieliśmy uciec od zgiełku miasta i się udało. Najpierw były tu tylko stawy z bijącymi krystaliczną wodą źródłami, które szybko zarybiliśmy. Dopiero po kilku latach przyszedł czas na wędzarnię. W komplecie działamy już 10 lat. Początki były ciężkie, bo tak jak o samym przetwórstwie, dzięki rodzinnym tradycjom, wiedziałem sporo, tak o hodowli ryb nie wiedziałem nic. Ale w tym momencie, po tych kilkunastu latach, z rybami znamy się jak łyse konie — uśmiecha się pan Jarosław.
Rodzina Parolów zawsze pozostawała w ścisłym związku z wodą. Ojciec pana Jarosława to żeglarz i nurek z olsztyńskiej Skorpeny.

— Wędka, łajba, jezioro i ryba to całe moje dzieciństwo, cała moja młodość. Wszyscy w mojej rodzinie wspólnie łapali, jedli i przetwarzali ryby — opowiada. Mama pana Jarosława jest technologiem żywności. On sam obronił doktorat z towaroznawstwa. Procesy takie jak wędzenie i marynowanie nie mają przed rodziną Parolów żadnych tajemnic.
Pan Jarosław zaprasza do zabudowań. Ich sercem jest buchający dymem olbrzymi piec. Mężczyzna z wprawą przesuwa do pieca po specjalnych szynach wózek pełen jesiotrów. Ryby wiszą równo na haczykach. — W dawnych czasach starym warmińskim zwyczajem haczyki robiono ze szprych rowerowych, dziś Unia Europejska wymusza na nas bardziej profesjonalne przyrządy — opowiada pan Jarosław. Po wstawieniu wózka do pieca ryby spędzą tam około trzech godzin. Będą się wędzić w dymie pochodzącym ze szlachetnego olchowego drewna.

— Bardzo zależy nam na, jak najbardziej naturalnym i ekologicznym hodowaniu i przyrządzaniu naszych ryb — podkreśla pan Jarosław. Krystalicznie czysta woda, zerowa ilość spalin w powietrzu i sąsiedztwo lasów — to wszystko wpływa na dobrą kondycję i wyśmienity smak tamtejszych ryb. Warto zauważyć, że czas, jaki mija od złapania ryby do momentu, kiedy może ona trafić w ręce klienta to zaledwie 24 godziny. Ryby nie są nigdzie dodatkowo przetrzymywane i przewożone. — Tym na pewno różnimy się od wielu zajmujących się rybami firm, nie stresujemy ich ponad niezbędne minimum — podkreśla pan Jarosław.
Na półkach przetwórni stoją elegancko poustawiane słoiczki. Smażone marynowane leszcze i okonie w zalewie słodko-kwaśnej to kolejny pochodzący z Kaborna rarytas. — Wszystko według przepisu mojej babci. No, może używamy trochę mniej cukru niż ona. Tak jest zdrowiej — podkreśla pan Jarosław. Na ścianach i parapetach pomieszczeń gospodarczych wiszą dyplomy, stoją statuetki. Firma była wielokrotnie nagradzana za pielęgnowanie warmińskich tradycji, ekologię i wyroby. — Ryby to wizytówka naszych terenów. Trzeba je promować. Cieszymy się, że to nasze starania są docenione, bo wkładamy w to całe serce — podsumowuje pan Jarosław.

ap




Wierzymy w zdrową żywność

Nasz region powinien kojarzyć się ze zdrowiem i dobrym nastrojem. Nie tylko w kontekście turystyki, ale też i rolnictwa. Zdrowa żywność i zdrowy styl życia idealnie bowiem pasują do Warmii i Mazur. Nasi producenci zdrowej żywności ciągle jednak są mało znani. Chcemy to zmienić. Wierzymy, że nasza zdrowa żywność może stać się tak samo rozpoznawalna, jak nasze jeziora czy lasy.
Dlatego właśnie rozpoczynamy kampanię "Smaczne. Zdrowe. Nasze". Na portalach rolniczeabc.pl, gazetaolsztynska.pl, mojemazury.pl oraz w „Gazecie Olsztyńskiej” zaprezentujemy kilkunastu producentów zdrowej żywności. Wierzymy, że ta znajomość będzie dla nas wszystkich ciekawa i korzystna.

Anna Uranowska, Rolnicze ABC
Igor Hrywna, Gazeta Olsztyńska


Polub nas na Facebooku:

Komentarze (5) pokaż wszystkie komentarze w serwisie

Dodaj komentarz Odśwież

Zacznij od: najciekawszych najstarszych najnowszych

Dodawaj komentarze jako zarejestrowany użytkownik - zaloguj się lub wejdź przez FB

  1. Kuzia #2316479 | 88.156.*.* 29 sie 2017 19:50

    Jesteśmy z mężem zachwyceni smakiem Państwa ryb.Krewetki wędzone to nie do opisania rarytas.Brawo dla całej rodziny i wspaniałej Pana Mamie

    ! - + odpowiedz na ten komentarz

  2. wemo #2314502 | 95.160.*.* 26 sie 2017 10:09

    Panie Jarku Wasze ryby są najlepsze w tym regionie! Pstrąg, sieja, sielawa mistrzostwo!

    ! - + odpowiedz na ten komentarz

  3. zainteresowany #2314009 | 94.254.*.* 25 sie 2017 11:41

    Super pomysł z tym cyklem, fajnie poczytać o ludziach z pasją

    ! - + odpowiedz na ten komentarz

  4. Zainteresowany #2313808 | 94.254.*.* 25 sie 2017 00:24

    Zapowiada się ciekawy cykl o tej normalnej żywności

    ! - + odpowiedz na ten komentarz

  5. spoko #2313224 | 213.25.*.* 24 sie 2017 10:07

    bardzo dobry wyrób z tej wędzarni mialem na weselu córki te ryby i krewetki poszło wszystko zachecam do kupowania !!!

    Ocena komentarza: warty uwagi (1) ! - + odpowiedz na ten komentarz