Wtorek, 21 listopada 2017

Rzucili gospodarkę dla sera i wędlin

2017-10-21 09:20:00 (ost. akt: 2017-10-23 10:03:36)
Alicja Antosiak

Gady-Alicja Antosiak producentka wędlin

Alicja Antosiak Gady-Alicja Antosiak producentka wędlin

Autor zdjęcia: Zbigniew Woźniak

Podziel się:

LUDZIE\\\ — Nasz ser jest biały. A to dlatego, że nie dodajemy do niego żadnych barwników. Nie tak jak w produktach, które można kupić w sklepach — mówi Alicja Antosiak, która z mężem wyrabia w podolsztyńskich Gadach domowe sery i wędliny.

— Dzisiaj żyje pani z własnoręcznie robionych serów i wędlin. Ale nie zawsze tak było.

— Nie zawsze. Jeszcze kilka lat temu prowadziliśmy z mężem gospodarstwo rolne. Hodowaliśmy świnie i krowy. Wiadomo, jak to jest ze zwierzętami. Trzeba było o nie dbać, wstać do nich. Kosztowało nas to dużo wysiłku. No i trzeba było je przerobić. Teraz jest zupełnie inaczej. Pracy mamy mniej, a zarabiamy więcej (śmiech). 



— Na ten pomysł z wędlinami sama pani wpadła?

— To było tak, że od dawna robiliśmy wędliny na własne potrzeby. Dla siebie, dla rodziny, na święta. Wszyscy je bardzo chwalili, a i nam smakowały. I pewnego razu lekarz weterynarii, który przyjeżdżał do naszych zwierząt, mówi: a dlaczego wy tego nie zaczniecie sprzedawać? Nie pomyśleliśmy o tym wcześniej. Zaczęliśmy się z mężem nad tą propozycją zastanawiać, rozważaliśmy wszystkie za i przeciw. I tak od słowa do słowa zapadła decyzja, że spróbujemy. Wędliny robimy własnoręcznie od czterech lat, sery od dwóch. I, co tu dużo mówić, to była dobra decyzja. Lżej nam się żyje i z radością patrzymy, jak klienci szukają naszych wyrobów.



— Ściany mają państwo już oblepione dyplomami?

— (śmiech) Jeszcze nie, ale rzeczywiście jest ich coraz więcej. To szalenie miłe, że tak nas doceniają. Od niedawna ze swoimi wyrobami pojawiamy się w Olsztynie na targu na stadionie przy ul. Sybiraków. Jesteśmy tam w soboty. To zazwyczaj odbywa się tak, że przychodzą klienci i biorą po kawałeczku trochę sera, trochę tej wędliny, trochę innej. W domu próbują i wracają po więcej. Co tu dużo mówić, zdarza się, że wszystko mamy sprzedane. To wtedy mówią: niemożliwe, a jak tak bardzo chciałam czy chciałem kupić. Umawiamy się w takich sytuacjach na później. Bo to nie jest tak, że taki ser czy wędlinę robi się raz dwa. 



— To ile trwa przygotowanie, dajmy na to, sera?

— Hmm, jak zacznę robić w poniedziałek to na piątek powinien być gotowy. To ser z pełnowartościowego mleka, które kupujemy od sąsiada. Sąsiad jest bardzo dobrym gospodarzem, ma dużo krów i jego mleko jest świetne. Mleko się podgrzewa, leje się do niego podpuszczkę. Trwa to ze trzy, może cztery godziny. To wszystko się ścina, potem się kroi, ugniata w formę. Sama solę ser. I co jeszcze jest ciekawe: nasz ser jest biały. A to dlatego, że nie dodajemy do niego żadnych barwników. Nie tak jak z tym co można kupić w sklepach. Zresztą to w większości są produkty seropodobne, a nie sery. Z serem nie mają nic wspólnego. Naszego sera też nie wędzimy. 



— Sera nie, ale wędliny wędzicie.

— Tak. Też to wszystko robimy sami. Nie wędzimy tylko kaszanek, pieczeni czy pasztetów, ale to chyba oczywiste. Szczególnie dużo pracy jest przed wszystkimi świętami. Albo jak dostaniemy zamówienie na imprezy zbiorowe, takie jak na wesela. Coraz więcej osób chce pochwalić się czymś wyjątkowym na stołach, a nie kupować byle co ze sklepu. A my przecież sami też jemy swoje wyroby, więc wszystko robimy najlepiej jak potrafimy, jak dla siebie. Klienci to doceniają.



— Bardzo chwalą sobie waszą golonkę.

— O, tak. Golonka to rzeczywiście nasz sztandarowy wyrób. Za nią dostaliśmy dyplom. To golonka gotowana prasowana. Polega to na tym, że golonkę najpierw układa się w warstwy i ona się gotuje przez cztery godziny. Później się ją bardzo, bardzo zaciska i wychodzi z tego blok. Niektórym się kojarzy z konserwą z dawnych czasów. Jaka ona jest smaczna, mówią, a jaki to zapach! Bo rzeczywiście tak jest. My to wszystko robimy u siebie, w Gadach. Zostawiliśmy tutaj sobie tylko kury, innych zwierząt nie mamy. I zajmujemy się tym co nam najlepiej wychodzi.

— Ale bywacie także w innych miejscach, nie tylko w Gadach i w Olsztynie.
— Oczywiście. Mamy na przykład stoisko w Stodole przy Urzędzie Gminy w Dywitach. Tam jesteśmy i tam też można kupić nasze wyroby. Bardzo często klienci przychodzą i szukają naszego pasztetu. Jak to miło posłuchać jak go chwalą! Pasztet jako pierwszy zawsze się sprzedaje. Ale mamy także boczki rolowane i kilka innych wędlin, które produkujemy.

— Żeby te wędliny były dobre, to i mięso, z którego je robicie musi być dobrej jakości. Skąd je bierzecie?
— Oczywiście, od naszych hodowców. Nie szukamy jakiegoś taniego mięsa niewiadomego pochodzenia, nie kupujemy także od zagranicznych producentów. Swoje krowy sprzedaliśmy już jakieś dwa lata temu, więc teraz kupujemy mięso od kogoś innego. Zresztą tego gospodarza też polecił nam pan weterynarz. Ten sam, który podsunął nam pomysł z produkcją sera i wędlin. To specjalista, wie najlepiej komu można zaufać i nigdy się na nim nie zawiedliśmy. To zdrowe, smaczne mięso.

— Przy okazji trochę promujecie lokalną historię.
— Mówi pani o nazwie naszych serów? Nazwałam je cepeliny. Chodziło o skojarzenie z zeppelinami. Na początku XX-wieku w Dywitach mieściła się baza
sterowców wojskowych czyli zeppelinów.

— Podpatrywaliście, jak robią sery w innych regionach Polski?
— Tak. Byłam na przykład w Korycinie, który słynie właśnie z serów. Tam na własne oczy mogliśmy patrzeć jak się je robi. Nie powiem, rzeczywiście trochę mi ta wycieczka pomogła w podjęciu decyzji, że sama też się tym zajmę. I teraz wyrabiamy sery i wędliny z mężem, a czasami pomaga nam syn. To zazwyczaj wtedy kiedy zamówień jest bardzo dużo i z mężem nie jesteśmy w stanie wszystkim sprostać. Mamy oczywiście wszystkie potrzebne pozwolenia, mamy certyfikaty. Działamy na zasadzie MOL, czyli marginalnej, lokalnej i ograniczonej produkcji. Wędlin robimy siedem rodzajów. Polecają nas klienci jedni drugim. Taka poczta pantoflowa działa doskonale, bo przecież przyjaciel przyjacielowi nie podsunie kogoś kogo nie sprawdził. To dlatego tak bardzo cała nasza rodzina ceni to, że nasi klienci są zadowoleni i chętnie do nas wracają.

Małgorzata Kundzicz
redakcja@gazetaolsztynska.pl

Wierzymy w zdrową żywność
:
Nasz region powinien kojarzyć się ze zdrowiem i dobrym nastrojem. Nie tylko w kontekście turystyki, ale też i rolnictwa. Zdrowa żywność i zdrowy styl życia idealnie bowiem pasują do Warmii i Mazur. Nasi producenci zdrowej żywności ciągle jednak są mało znani. Chcemy to zmienić. Wierzymy, że nasza zdrowa żywność może stać się tak samo rozpoznawalna, jak nasze jeziora czy lasy.
Dlatego właśnie rozpoczynamy kampanię „Smaczne. Zdrowe. Nasze”. Na portalach rolniczeabc.pl, gazetaolsztynska.pl, mojemazury.pl oraz w „Gazecie Olsztyńskiej” zaprezentujemy kilkunastu producentów zdrowej żywności. Wierzymy, że ta znajomość będzie dla nas wszystkich ciekawa i korzystna.
Znacie kogoś, kto produkuje smaczną i zdrową żywność? Prosimy o kontakt: https://www.facebook.com/hrywna

Anna Uranowska, Rolnicze ABC
Igor Hrywna, Gazeta Olsztyńska










Polub nas na Facebooku:

Komentarze (3) pokaż wszystkie komentarze w serwisie

Dodaj komentarz Odśwież

Zacznij od: najciekawszych najstarszych najnowszych

Dodawaj komentarze jako zarejestrowany użytkownik - zaloguj się lub wejdź przez FB

  1. Pyszota #2357725 | 5.172.*.* 24 paź 2017 10:55

    Same pyszności polecam.

    ! - + odpowiedz na ten komentarz

  2. Fifi #2357402 | 83.9.*.* 23 paź 2017 21:30

    Polecam pasztet mistrzostwo ser mmmmmm pieczen poprostu miodzio naprawde mila pani i godna polecenia pozdrawiam

    ! - + odpowiedz na ten komentarz

  3. ViValdi #2356524 | 88.156.*.* 22 paź 2017 20:10

    Saletra i inne konserwanty, to śmierć z nieco odroczonym terminem.

    Ocena komentarza: poniżej poziomu (-2) ! - + odpowiedz na ten komentarz